Strona główna / Blog / Stan zachowania: czynnik, który decyduje o cenie, a jest ignorowany przez właścicieli – dlaczego „dobry wizualnie” nie znaczy „rynkowo akceptowalny”

Stan zachowania: czynnik, który decyduje o cenie, a jest ignorowany przez właścicieli – dlaczego „dobry wizualnie” nie znaczy „rynkowo akceptowalny”

Data: Czas czytania: 4 min

Właściciele antyków i dzieł sztuki mają jedną wspólną skłonność: oceniają obiekt tak, jak ocenia się przedmiot domowy. Patrzą, czy „ładnie wygląda”, czy „nie ma dużych uszkodzeń”, czy „wisi i cieszy oko”. Rynek natomiast patrzy inaczej. Dla rynku stan zachowania nie jest estetycznym wrażeniem, lecz zestawem ryzyk. A ryzyko ma cenę. Czasem tak dużą, że obiekt „piękny dla oka” staje się „nie do przyjęcia” w profesjonalnym obrocie.

To właśnie dlatego stan zachowania jest jednym z najważniejszych czynników wyceny – i jednocześnie najczęściej ignorowanym przez właścicieli. Nie z braku dobrej woli, lecz dlatego, że większość osób nie zna różnicy między tym, co wygląda dobrze w mieszkaniu, a tym, co spełnia standardy rynku aukcyjnego, dealerskiego czy instytucjonalnego.

„Dobry stan” w języku właściciela i w języku rynku to dwie różne rzeczy

W języku prywatnym „dobry stan” oznacza zwykle: nie jest rozbite, nie jest popękane, nie jest brudne, nie ma dziur. W języku rynku „dobry stan” oznacza coś znacznie bardziej precyzyjnego: brak ingerencji, stabilność materiału, czytelną warstwę oryginalną, przewidywalność zachowania w czasie oraz akceptowalność konserwatorską.

To, co dla właściciela jest „odświeżeniem”, dla rynku bywa „naruszeniem oryginału”. To, co dla właściciela jest „drobnostką”, dla rzeczoznawcy bywa czynnikiem, który zmienia klasę obiektu. I co najważniejsze: rynek nie ocenia, czy coś jest „ładne”. Rynek ocenia, czy coś jest „bezpieczne do kupienia”.

Skąd biorą się duże różnice w cenie przy pozornie podobnych obiektach

Wycena dzieł sztuki i antyków jest w znacznej części wyceną integralności. Obiekt w stanie pierwotnym – nawet jeśli mniej efektowny wizualnie – może być wyceniony wyżej niż obiekt „ładniejszy”, ale po nieudanych ingerencjach. Kluczowe są typowe punkty krytyczne:

1) Retusze i przemalowania

Dla laika retusz bywa niewidoczny, a nawet „poprawia obraz”. Dla rynku to informacja o ingerencji w oryginał. Jeśli retusze są rozległe, nieprofesjonalne lub zakrywają istotne partie pracy, cena może spaść drastycznie. W skrajnych przypadkach obiekt przestaje być traktowany jako pełnowartościowy egzemplarz, a zaczyna funkcjonować jako „problem konserwatorski”.

2) Czyszczenie i „odświeżanie”

Jednym z najdroższych błędów właścicieli jest samodzielne czyszczenie lub oddanie obiektu do przypadkowej „renowacji”. Zbyt agresywne czyszczenie usuwa laserunki, zmienia tonację, wypłaszcza fakturę, a przy meblach czy rzeźbie potrafi zniszczyć patynę – czyli to, co w antykach jest częścią wartości. Rynek rozpoznaje takie działania szybciej, niż właściciel jest w stanie je zaakceptować.

3) Pęknięcia, ubytki, deformacje – nawet jeśli „nie przeszkadzają”

Pęknięcie porcelany, mikroubytki w złoceniu, wygięcie deski, falowanie płótna, odspojenia warstwy malarskiej – to nie są „wady kosmetyczne”. To sygnały o stabilności materiału. Instytucje, galerie i profesjonalni kolekcjonerzy nie kupują obiektów, które mogą wymagać natychmiastowej kosztownej interwencji albo będą się pogarszać.

4) Elementy wtórne i brak oryginalności

W antykach szczególnie brutalnie działa zasada: wymienione części obniżają wartość bardziej, niż właściciel chce w to uwierzyć. Wymieniona okładzina, nowa politura, dorabiane elementy, wtórne śruby, nowy mechanizm w zegarze – to wszystko tworzy obiekt „złożony”, a rynek płaci mniej za obiekty, które nie są spójne.

Dlaczego rynek bywa „surowszy” niż właściciel

Rynek ma przewagę: widzi setki podobnych obiektów. Właściciel widzi jeden – swój. Dlatego właściciel interpretuje stan zachowania emocjonalnie, a rynek porównawczo. Jeśli w obrocie istnieją egzemplarze w lepszym stanie lub o mniejszym zakresie ingerencji, to właśnie one wyznaczają pułap cenowy.

Co ważne: nawet jeśli obiekt jest rzadki, stan zachowania nadal działa. Rzadkość może złagodzić wymagania, ale nie unieważnia reguł. Rynek w takich przypadkach nie mówi: „kupujemy mimo stanu”, tylko: „kupujemy, ale płacimy mniej, bo ryzyko jest większe”.

„Rynkowo akceptowalny” – czyli jaki?

To słowo-klucz, które warto wprowadzić do myślenia o wycenie: akceptowalność rynkowa. Oznacza ona, że obiekt:
– ma stan możliwy do obrony w profesjonalnym obrocie (aukcja, dealer, sprzedaż prywatna),
– nie zawiera ingerencji, które kompromitują jego oryginalność,
– nie generuje natychmiastowych kosztów konserwacji,
– ma opis stanu, który nie odstraszy nabywców instytucjonalnych,
– nie „rozsypie się” w czasie – czyli jest stabilny.

To ostatnie jest szczególnie ważne: rynek nie kupuje tylko przeszłości. Rynek kupuje również przyszłość obiektu.

Wycena zaczyna się od stanu, nie od nazwiska

Wielu właścicieli zaczyna myślenie od autora, epoki, sygnatury. Profesjonalna wycena często zaczyna się odwrotnie: od stanu zachowania. Bo stan jest tym, co decyduje, czy obiekt w ogóle da się sprzedać w określonym segmencie rynku. Dopiero potem wchodzi reszta: atrybucja, proweniencja, popyt, porównania.

I tu pojawia się najważniejsza konkluzja: „dobry wizualnie” jest kategorią prywatną. „Rynkowo akceptowalny” jest kategorią finansową. A wycena należy do tej drugiej.

Jeśli chcesz poznać realną wartość swojego obiektu w aktualnym rynku – sprawdź wycenę w ArtRate.art.

1 komentarz do “Stan zachowania: czynnik, który decyduje o cenie, a jest ignorowany przez właścicieli – dlaczego „dobry wizualnie” nie znaczy „rynkowo akceptowalny””

Dodaj komentarz

Wycena rynkowa

Decyzje oparte o dane, nie domysły.

Masz podobny obiekt i nie wiesz, ile naprawdę jest wart? Niezależna wycena na ArtRate.art.

Niezależna perspektywa
Minimalizujesz ryzyko zaniżenia lub przepłacenia.
Wycena pod sprzedaż i ubezpieczenie
Jasny punkt odniesienia do decyzji finansowej.
Realna wartość rynkowa
Weryfikacja ceny zamiast „na oko”.